Spotykamy się w Muzeum Lachów Sądeckich w Podegrodziu, gdzie Iza pracuje od dziesięciu lat. Wystawa jest niewielka, ale gęsta od historii i tradycji, a ona umie opowiedzieć o każdym eksponacie. Moją uwagę przyciąga starodawna pułapka na myszy, dzieci biegają od kości mamuta (tak, mamuty żyły na Sądecczyźnie) i średniowiecznych mieczy do lekko przerażających postaci turonia i misternie rzeźbionych figurek z bożonarodzeniowej szopki. Nie o lokalnych tradycjach będziemy jednak dziś rozmawiać – ze Starosądeczanką Izabelą Skrzypiec-Dagnan spotykam się, żeby pogadać o warsztacie pisarskim, inspiracjach i literackiej pasji.
Przeczytałam Twoje „Długie beskidzkie noce” na długo zanim udało nam się spotkać. Znalazłam w tej opowieści wątki, z którymi trochę się utożsamiam, więc ta książka jest mi szczególnie bliska. Co spowodowało, że zaczęłaś pisać?
Izabela: Miałam w sobie taką potrzebę od zawsze – już będąc dzieckiem mówiłam, że kiedy dorosnę zostanę pisarkę. Wychowywałam się w domu pełnym książek, moja mama bardzo lubiła czytać. Ta miłość przeszła na mnie i już wtedy miałam takie marzenie, że kiedyś będę opowiadać różne historie.
Twój debiut literacki to…
Izabela: „Świetnie się bawię w Twoich snach” – tylko tu chciałabym zaznaczyć, że to moja pierwsza opublikowana książka, bo literackich wprawek, które pisałam od czasów licealnych, przez studia aż po dorosłe życie, mam ponad dwadzieścia. Nigdy ich nie wydam, traktuję te opowieści jako pierwsze szlify literackie. Na koncie mam wydane cztery książki dla dorosłych i trzy dla dzieci; te dla młodszych czytelników dotyczą tradycji i zwyczajów i zostały wydane w ramachu self publishing, czyli własnym sumptem.
Jak się zabierasz do pracy? Jak wygląda Twój pisarski warsztat?
Izabela: Pracuję tu, w muzeum, na etacie, mam męża i trójkę dzieci, więc czasu jest bardzo, bardzo mało. Przez pewien okres pisałam tylko wieczorami i nocami, często do późna. Nie mam żadnych rytuałów pisarskich, to bardziej desperacka próba wykrawania czasu z chaosu każdego dnia. Jeśli już uda mi się usiąść przed komputerem, piszę ile się da. Żadna kawa, papieros, mistyka zawodu literata. Po prostu: krzesło, laptop i wielogodzinne przelewanie słów z głowy do worda.
Skąd czerpiesz pomysły do swoich książek?
Izabela: Lubię słuchać. Potrafi mnie zainspirować przypadkowa rozmowa, usłyszane w przelocie strzępki czyjejś opowieści, czasem coś przeczytam, co przykuje moją uwagę, zaciekawi. Nigdy nie sięgam po prawdziwe historie rodzinne czy przeżycia moich znajomych i przyjaciół, nie chciałabym, żeby odnaleźli się się w bohaterach moich książek. Zazwyczaj sięgam po coś, co mnie poruszyło i do tego dobudowuję całą otoczkę, wymyślam i pogłębiam tę historię, filtrując przez własne doświadczenia – i w ten sposób powstaje coś zupełnie nowego.
Co spowodowało, że zaczęłaś pisać dla dzieci?
Izabela: Taka potrzeba pojawiła się, kiedy sama zostałam mamą. Długo się zastanawiałam, jaką tematykę poruszyć, bo moim zdaniem książek dla dzieci jest teraz na rynku wydawniczym bardzo dużo, ta gałąź literatury w ostatnich latach bardzo się rozwinęła. Większość tematów została już wyeksploatowana na wszystkie możliwe sposoby, nie chciałam niczego powielać. Pomyślałam, że poruszę tematykę i wątki lokalne. Ma to pewien haczyk – książki wydałam sama przez selfpublishing i wiem, że odbiorcami będą jedynie osoby z regionu w którym mieszkam. Podjęłam to ryzyko zupełnie celowo i świadomie, bo uważam, że warto opowiadać o sprawach nam bliskich. Nasz region jest bardzo dobrze opisany etnograficznie, ale zawsze brakowało mi treści o tej tematyce skierowanych do dzieci.

W książkach dla dzieci poruszasz tematy związane z folklorem i tradycjami…
Izabela: Jestem absolwentką historii sztuki, ale kiedy trafiłam do muzeum w Podegrodziu etnografia stała się mi bardzo bliska. Folklor, tradycje i zwyczaje to tematy, z którymi mam styczność na co dzień.

Pisanie to tylko jedna z pasji, które rozwijasz.
Izabela: Ciągnie mnie do różnych rodzajów twórczej ekspresji, ale teraz, z braku wolnego czasu, poza pisaniem skupiłam się wyłącznie na tworzeniu ikon. Praca literacka jest moim priorytetem, ale bardzo lubię też malować – dlatego sama zilustrowałam swoje książki dla dzieci.
Często jeździsz na spotkania autorskie?
Izabela: Ostatnio sporo mam spotkań autorskich z młodymi czytelnikami, podczas których rozmawiamy o tym, jakie życie wiodły mieszkające sto lat temu na naszych terenach dzieci, jakie miały obowiązki, w co się bawiły. Zapraszają mnie biblioteki, szkoły – to zawsze pewne urozmaicenie programowe, odejście od rutyny i powrót do korzeni – lubię te spotkania.
A nad czym obecnie pracujesz?
Izabela: Nad „Jesienią”. Do tej pory w serii dla dzieci „Dawne tradycje i zwyczaje” ukazały się „Lato”, „Zima” i „Wiosna”. Tekst jest już napisany, poszedł do korekty, myślę, że w czerwcu zacznę tworzyć ilustracje i książka będzie gotowa we wrześniu. Na jesień planowana jest także premiera mojej kolejnej książki dla dorosłych pt. „Aura”.
Twój ulubiony pisarz to…
Izabela: Bardzo lubię taką włoską pisarkę Margaret Mazzantini. Ona nie jest zbyt popularna w Polsce, ale niezwykle mi odpowiada charakter jej pisania, bardzo dojrząły, dogłębny, intymny, rozkładający na czynniki pierwsze emocje bohaterów. A poza tym jestem zakochana w Sapkowskim. Chociaż sama piszę w zupełnie innym gatunku gatunku, cenię jego warsztat, erudycję, dowcip i szeroką wiedzę. Wychowałam się na Małgorzacie Musierowicz, Krystynie Siesickiej, na dobrej literaturze młodzieżowej.
To jeszcze pytanie o przyszłość literatury – czy uważasz, że sztuczna inteligencja jest zagrożeniem dla pisarzy?
Izabela: Moim zdaniem sztuczna inteligencja jest zupełnie pozbawiona duszy, tej twórczej iskry i zamiast poruszających tekstów produkuje płaskie, puste treści. Kiedy mija pierwszy zachwyt, człowiek wraca do tego, co jest robione z sercem. Myślę, że AI nie zagraża pisarzom. Prawdziwe emocje ciągle są tym, czego szukają w ksiażkach czytelnicy.


Dodaj komentarz