Kobieta – petarda, a jeśli łagodniej, to – Kobieta Renesansu. Agata Kuś wychowała piątkę dzieci, wyhodowała niezliczoną ilość warzyw, zdobyła tytuł przewodnika Krainy Podkowca i zupełnie sama, rozwijając miłość do sztuki, mistrzowsko opanowała technikę malowania na jedwabiu.
Malowanie na jedwabiu nie jest szczególnie popularne. Skąd Twoje zainteresowanie tą techniką?
Moja fascynacja jedwabiem sięga czasów nastoletnich – zobaczyłam kiedyś w telewizji Japonkę malującą na jedwabiu. Ogromnie mi się to spodobało. Zawsze gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że będę malować. Miałam wujka malarza (Jan Olszak), którego zdarzało mi się obserwować przy pracy. Sztuka zawsze była obecna w moim życiu, a zapach farb olejnych i terpentyny działał na mnie wręcz odurzająco. Myślałam jednak, że malować będę dopiero na emeryturze. Na szczęście zabrałam się za to wcześniej. Nikt nie ma gwarancji, że do emerytury dożyje – marzenia trzeba spełniać teraz, nie warto czekać. To wcale nie znaczy, że było mi łatwo – nie wiem, czy bym się odważyła wyjść z moimi pracami do ludzi, gdyby nie Nasza Klasa. Dołączyłam tam do takiej grupki artystów, pokazałam im moje prace, zaczęłam brać udział w warsztatach, ale szczerze – najwięcej się nauczyłam na filmikach w internecie. Akwarele na przykład – szkolenie online, które robiłam w pandemii, nie dało mi tyle, co tutoriale na YouTube. Byłam też na warsztatach ze słynną akwarelistką Krystyną Lubański pod Poznaniem.

Są różne techniki malowania na jedwabiu?
Tak, jest ich nieskończenie wiele, malowanie na jedwabiu to ciągłe eksperymentowanie. Ja maluję najchętniej profesjonalnymi barwnikami, techniką, którą opracowała Karen Sistek. Łączy ona klasyczne malarstwo jedwabne z kontrolowanym rozlewaniem koloru i subtelnym warstwowaniem. Ten styl wyróżnia się miękkimi przejściami barw, świetlistością oraz dużą precyzją detalu – szczególnie w motywach kwiatowych i pejzażowych. Kluczowe jest napięcie materiału, bo w ten sposób możemy kontrolować rozlewanie barwnika. Nie ma tu żadnej konturówki, a do barwnika dodaje się zagęstnik i wciera się go na sucho. Zagęstnik powoduje, że farba nie rozlewa się po włóknach, ułatwia cieniowanie i wcieranie. To bardzo pracochłonna technika, ale daje najpiękniejsze efekty, a jedwab nie traci swojej miękkości. Ciekawa jest technika solna, gdzie na świeżo nałożoną farbę sypie się sól. Sól wciąga pigment, tworząc rozbłyski – wychodzi faktura przypominająca kryształki, lód czy też kosmiczne struktury.
A gdybym chciała pomalować jedwab sama w domu?
Każdy może pomalować jedwab w domu farbą akrylową, która wymaga jedynie utrwalenia żelazkiem. Przy farbach akrylowych, jak i wszystkich innych rodzajach farb, można użyć konturówki (gutta), która trzyma farbę i nie pozwala jej przepływać po jedwabiu. Różnica jest jednak spora – jedwab potraktowany w ten sposób traci swoją ulotność, mglistość i miękkość, staje się sztywny, co można wyczuć w dotyku. Można go także potraktować gorącym woskiem, tak jak w technice batiku, można robić barwienie organiczne, tzw. ecoprint – odbijając liście i korzystając z naturalnych barwników. Ja barwniki do takiego projektu pozyskałam z roślin – z nawłoci, z szyszek olchy czy z kwiatów hibiskusa. Technik jest naprawdę całe mnóstwo i ciągle odkrywam nowe, te poszukiwania są niezwykle wciągające.

Przed jedwabiem malowałaś w innych technikach?
Zaczęłam malować dopiero w dorosłym życiu, kiedy mój mąż wyjechał do pracy do Anglii i nagle zrobiła mi się przestrzeń na takie rzeczy. Czas inaczej układa się w życiu małżeńskim, a inaczej w życiu matki samotnie wychowującej dzieci. Malowałam pastelami, akwarelą, farbami olejnymi – uczyłam się sama, eksperymentowałam, przeglądałam literaturę fachową, wiele nauczyłam się z filmików w internecie. I wtedy też zaczęłam więcej myśleć o jedwabiu – postanowiłam, że muszę tego spróbować, skoro zachwyciło mnie to tyle lat wcześniej.
Jesteś jedną z niewielu osób, które profesjonalnie zajmują się tą techniką w Polsce. Trudno było o materiały?
Czternaście lat temu mogłam już sporo znaleźć online. Zaczęłam szukać książki, bo zawsze od tego zaczynam, żeby poznać technikę, a dopiero potem inwestuję w farby i inne materiały. Wyzwanie było spore, bo do tej pory w Polsce nie wydano żadnej książki o technikach malowania na jedwabiu – teraz tak myślę, że może sama się za to zabiorę. Wtedy znalazłam na Allegro anglojęzyczną broszurę na aukcji, która niestety była już zakończona. Nie poddałam się jednak – napisałam wiadomość do właściciela aukcji i o dziwo mi odpisał. Mariusz, jak się okazało, miał na sprzedaż jedwab, farby i ramkę do naciągania jedwabiu. Mieszkał pod Krakowem i zaproponował, żebym wpadła te wszystkie skarby zobaczyć. Wzięłam dzieciaki jako obstawę i jadąc do mojej przyjaciółki w Krakowie, podjechałam do tego Mariusza. Straszne były wtedy mrozy, luty, pamiętam, bo to było zaraz w okolicach moich urodzin. Miał świetne gatunki jedwabiu, farby do utrwalania żelazkiem i anglojęzyczną broszurę, którą wysłał mi na e-mail. Nie chciał wiele za te materiały, ale nie miałam wtedy kasy i z żalem musiałam się pożegnać z taką okazją. I wtedy mnie zaskoczył – Mariusz dał mi to całe pudło i powiedział: „Bierz, zapłacisz mi, jak będziesz miała”. Dostałam od obcego człowieka piękny prezent na urodziny – zaufanie.

Technika profesjonalnego malowania na jedwabiu wymaga już specjalnego sprzętu?
Poza specjalistycznymi farbami potrzebny jest parownik. To taki wysoki garnek na parę, do którego wkłada się tubę, na którą nawinięty jest jedwab, i utrwala w wysokiej temperaturze. Mogę włożyć nawet 20 metrów jedwabiu, ale musi być oddzielony papierem, żeby barwniki nie przepływały. Jedwab w parowniku siedzi koło godziny, potem trzeba go jeszcze króciutko wyprać w delikatnym płynie do prania lub szamponie do włosów. Jedwab to czyste białko, a barwnik wnika we włókna na podobnej zasadzie jak farba do włosów we włosy. Po parownik musiałam jechać do Niemiec – opłacało się, bo przy okazji kupiłam cały zestaw profesjonalnych farb, z których korzystam do dziś. Ważny jest też oczywiście sam jedwab – ilość splotów (jest ich ponad sześćdziesiąt), odpowiednia jakość – tu też mam już sprawdzonego dostawcę. Czuję się w tej technice profesjonalistką.
Co powstaje w Twojej pracowni? To hobby czy także pomysł na biznes?
W mojej pracowni powstają apaszki, chusty, krawaty i pareo. Marzy mi się teraz jedwabna sukienka. Sprzedaję jedwabie znajomym, wystawiam swoje prace w mediach społecznościowych i w publicznych przestrzeniach (w bibliotece, w kawiarniach) – na platformach sprzedażowych trudno się przebić, najlepiej działa poczta pantoflowa. Poza tym kilka lat temu, po pierwszych wystawach, wpadłam na pomysł prowadzenia warsztatów malowania na jedwabiu. Chętnych nie brakuje. Warsztaty zazwyczaj organizuję w domach kultury i szkołach. Namalowanie chusty wielkości 55 cm na 55 cm zajmuje około godziny, więc każdy – dorośli i dzieci – mogą szybko zobaczyć efekty swojej pracy. I ważne jest także to, że uczestnicy warsztatów mogą przekonać się na własne oczy, że te apaszki i chusty nie są drukowane, a ręcznie malowane. Dla mnie to duża radość zarażać swoją pasją innych.
Patrząc na Twoje prace, widać talent odziedziczony w genach, jesteś przecież samoukiem…
Wszystko wzięło się chyba z nieustającej chęci poznawania czegoś nowego. Nie potrafię się skupić na jednej technice, mam wiele pasji, nie tylko malarskich. Interesują mnie zioła – lubię komponować własne herbaty, dzika kuchnia jadalna, jestem po szkole rolniczej. Na 50. urodziny dostałam od dzieci warsztaty u Łukasza Łuczaja – była to wspaniała przygoda, niesamowity człowiek, przyznaję – jestem jego psychofanką. Przez chwilę działałam w rekonstrukcjach historycznych ze Stowarzyszeniem Watacha Rycerska z Tarnowa, ale doszłam do wniosku, że nie mogę robić wszystkiego. Poza tym uwielbiam czytać książki – moje najnowsze odkrycie to audiobooki, bo pozwalają mi podwójnie wykorzystać czas. I jeszcze bardzo lubię gotować, inspirować się kuchnią wschodnią lub samodzielnie wymyślać przepisy. Współpracuję z Chatą za Wsią – tam często robimy z Kasią, właścicielką, warsztaty artystyczne i kulinarne, czasem nawet takie z noclegiem. Z Kasią zrobiłam jedną z moich pierwszych wystaw jedwabiu. Poznałyśmy się na kiermaszu i powiem Ci, że te kiermasze są świetne właśnie ze względu na możliwość poznania nowych, ciekawych ludzi, więc warto na nie jeździć.

Rośliny, jedwab i… nietoperze. To Twoja kolejna, zupełnie nietuzinkowa pasja.
Nietoperze też są związane bezpośrednio z moją pasją malarską i poznawaniem nowych technik. Jakiś czas temu w Limanowej zorganizowano warsztaty malowania taką starą metodą, jak w manuskryptach – zapisałam się na nie z moją najmłodszą córką Magdą, która jest teraz w szkole plastycznej w Nowym Sączu. Tematem były nietoperze. Nie wiedziałyśmy do końca dlaczego – okazało się, że to było przygotowanie do Nocy Muzeów, która tego roku odbywała się pod znakiem nietoperza właśnie. Na wernisażu poznałam Piotra Firleja, a w konkursie wygrałam guano nietoperza, które jest najlepszym nawozem dla roślin. Wymieniliśmy się kontaktami. Tego samego roku pojechałam na nietoperzową wyprawę z Babą z Gór, zjeździłam ze znajomymi po wszystkich nietoperzowych miejscach w naszym regionie. Potem Piotrek robił szkolenie dla animatorów-edukatorów, na które się z moją Magdą zapisałyśmy. Szkolenie było bardzo intensywne, trwało jedenaście miesięcy w weekendy, było mnóstwo nauki i zajęć w terenie, zwiedziłyśmy Sudety, zdobyłyśmy dyplomy i mam nawet blachę przewodnicką po Krainie Podkowca, którą może się pochwalić tylko jedenaście osób w Polsce. Nietoperze pojawiają się teraz także na jedwabiach. A na warsztatach z dziećmi robimy nietoperze gałgankowe, wedle pomysłu, który sama opracowałam. To oczywiście nie koniec – współpracuję z różnymi gminami, robię warsztaty nietoperzowe w przedszkolach, napisałam nawet ostatnio bajkę o nietoperzach, bo pisać też lubię. Robiłam warsztaty malowania bombek choinkowych, wycinanki ludowej, wycinaliśmy nawet nietoperze. Mogę zrobić warsztaty z monotypii. Wszystko można połączyć, jak się chce. Ja łączę sztukę i naturę, które są dla mnie najważniejsze.
Twoja pasja zdążyła już wzbudzić zainteresowanie mediów.
Była u mnie telewizja TVN, nagraliśmy krótki materiał do „Dzień Dobry TVN” i rozmowę do TVN Style, a także reporterka z magazynu „Chwila dla Ciebie”. Zrobiłam warsztaty w plenerze, zaprosiłam znajomych, żeby pokazać, jak to się robi w praktyce.
Jak można zapisać się do Ciebie na warsztaty?
O wszystkim, co się dzieje i w co się angażuję, o warsztatach i wydarzeniach, informuję zawsze na bieżąco na moim profilu na Facebooku (tu), o ziołach i nietoerzach (tu), a o Krainie Podkowca (tu). Możecie też obserwować moje działania na Instagramie: gagatek.aart (tu).
Zapraszam też już dziś 2 maja do Wierchomli na Noc Nietoperzową i nocny bieg (dla chętnych).


Dodaj komentarz