A tam za górą mieszkają Murzyni

Józef przychodził z krowami każdego lata. Kilka ich miał, podobnie jak zębów. A jednak postacią był niezwykle barwną, prawdziwą, z gatunku tych, które zostają w pamięci na zawsze i zupełnie nieświadomie zaplątują się poetom między strofy. Mieszkał za górą, ale w tamtych czasach wszyscy mieszkali za górą, bo na naszej górze nie mieszkał nikt, poza nami. Józef przychodził wcześnie rano. Tak nam się przynajmniej wydawało, bo budziły nas belkoty jego owiec. W tych pierwszych wspomnieniach miał całe stado, a my zbieraliśmy suchy chleb, by potem zbiegać z drewnianych schodów, bardziej przypominających drabinę, i biec w piżamach na halę po aksamitnie przyjemny dotyk owczych pysków. Powstał wtedy pierwszy wiersz, w którym „małe Sroki karmią owce chlebem boskim”, czy jakoś tak. Sroki to byłyśmy my – ja i moja młodsza o osiemnaście miesięcy siostra. W tym pierwszym wierszu jeszcze nie było Józefa – tam były jego owce i nasze chatka na Skalniku. W kolejnych latach owce zniknęły z hal, a Józef gnał ku nam krowy (do historii przeszła anegdota, kiedy gdzieś mu się niefrasobliwie rozlazły po brzezinie, a on szukając ich wykrzyknął „Malina pódze haf ty chuju„), a ojciec zawsze częstował go extramocnym i filozofowali razem o tym, co za górą. Józef był niepiśmienny. W gazecie co białe czytał, co czarne zostawiał. I wierzył, że het za górą, to już mieszkają Murzyni. I w ten właśnie sposób trafił do polskiej poezji.

Rozmowa niedokończona*             /Andrzej Krzysztof Torbus/

Wiele lat temu Józef Bołos
w łemkowskiej skromnej mieszkał chatce.
Codziennie latem, daję słowo,
dwie krowy pasł na Parchowatce.

Kiedyś, gdy wyschła ranna rosa
i z Radziejowej mgła opadła,
to dopalając papierosa
garść pytań w duszę mu się wkradła.

"Panowie przecież są uczeni,
jak widzę, macie swoje lata.
Powiedzcie, co jest za tą górą?
Czy tam na pewno koniec świata?
'
Cóż na to chłopu odpowiedzieć?
Na samą myśl już cierpnie skóra.
Przecież on nigdy nie uwierzy,
że za tą górą - znowu góra.

*Henryka i Andrzeja z Józefem B.

Józef miał zaskakujące talenty – jadł to, co jego zwierzęta – czyli rozmaite polne kwiaty i umiał połykać ogień, co z perspektywy każdej Sroki, było magią godną Melquiadesa. Został w mojej, w naszej zbiorowej, pamięci. I on, i jego żona, i kury, które zimą mieszkały z nimi w tej samej izbie, i rozdzwonione owce i zapodziana Malina. Nie pamiętam większości nauczycieli, którzy przewinęli się przez mój ponad piętnastoletni okres przygód z systemem edukacji, a Józefa pamiętam, jakby wciąż stał na podwórku koło sznurkowego hamaka, mnąc w dłoniach znoszony kaszkiet, w wypłowiałej kapocie, z gębą nierówno zarośniętą siwym zarostem. Stoi tam, przestępuje z nogi na nogę, patrzy, jak mama obiera ziemniaki nad pomarańczową, plastikową miską i mówi „Pyikny ma pani nożik, sprzydołby mi się taki„.

Nie tylko Józef pasł krowy na naszych halach – latem ze wsi wychodziły dzieciaki ze swoimi stadami i siedziały w bacówkach całe lato. Nie znalazłam ich imion w poezji, ale za to wciąż mam gdzieś pamiętnik, w którym wpisywały najróżniejsze „na gurze rórze i na dole fijołki, my się kohamy jak dwa janiołki„. A Józef to by się pewnie za głowę złapał, jakby się dowiedział, że za górą nie mieszkają ani Murzyni ani Afroamerykanie, ani inni politycznie poprawni czarnoskórzy obywatele państw Afryki. I że, parafrazując Dawida Podsiadło, hal nie ma hal, nie ma hal, nie ma hal, nie ma… bo nasza górska chata w pewnym sensie podzieliła los zamku Dunzynan.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

2 odpowiedzi na „A tam za górą mieszkają Murzyni”

  1. Awatar chłopzzalasu
    chłopzzalasu

    Las Birnam wprawdzie ruszył z miejsca, ale klęski żadnej w tym przypadku chyba nie wieszczy. Ot, po prostu skorzystał z niebytu.

  2. Awatar jerry bartonezz
    jerry bartonezz

    Kreatywnosc jest fajna. Ale obawiam sie, ze za ta gora moze byc kryc sie „depresja”, bagno sentymentalizmu. Ogladanie sie wstecz. Jeszcze nie czas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *